Jeziora pokopalniane w Turowie i Bełchatowie

 – kwaśne zderzenie z rzeczywistością

„Nowa Zelandia” pod Lipskiem w Niemczech, jezioro Hańcza bis pod Bełchatowem? Zalewanie odkrywek na potrzeby rekreacji i rozwoju regionu to wytrych otwierający serca zwolenników i umiarkowanych sceptyków odkrywek.

Niemieckie jeziora poeksploatacyjne przedstawiane są w Polsce jako wzór i obietnica sukcesu. Tylko że planowane już w 2015 r. jezioro w Cottbus nazywane szumnie „Chociebuskim Morzem  Bałtyckim” w 2020 roku nie może ruszyć z miejsca i płacić będzie za nie najpewniej podatnik.

Planowaniu nowych odkrywek węgla brunatnego towarzyszą opowiadania o dobrobycie podczas eksploatacji i o rekreacji po niej. Na prospektach dostajemy błękitne jeziora, mariny i szczęśliwych turystów. Koncern PGE na www prezentuje turystyczną przyszłość Bełchatowa, Turowa czy Złoczewa. Rekultywacja terenów pogórniczych przebiega w tych obietnicach sprawnie, region górniczy po swojej węglowej hossie dostaje wisienkę na torcie, czyli przekształcenie wyrobiska w jezioro, centrum rekreacji i turystyki jak np. „Nowa Zelandia” pod Lipskiem (Leipziger Neuseenland).  Wyrobiska w środkowych Niemczech zalewane były jeszcze w czasach NRD i większość z nich dotychczas radziła sobie całkiem dobrze. Planowane z kolei w Cottbus jezioro o pompatycznej nazwie „Chociebuskie Morze Bałtyckie” (Cottbuser Ostsee) nie może ruszyć z miejsca a jego przyszłość jest niejasna pod względem administracji. Pojawia się też problem z brakiem wody oraz z jej zanieczyszczeniem siarczanami. Kolorowe prospekty opublikowane 1 kwietnia 2020 przez koncern LEAG nie mówią nic o problemach nowego „Morza Bałtyckiego”. Jezioro już niedługo powstanie, będzie śliczne i utrzymywane przez koncern. Brzmi  zbyt pięknie, aby było prawdziwe.


Sen rekultywatora

„Chociebuskie Morze Bałtyckie” to wciąż projekt. Kolejne próby zalewania jeziora miały nastąpić w kwietniu 2020, ale do tego nie dojdzie.  W  Sprewie, z której ma popłynąć woda jest jej jak na lekarstwo. Wcześniej opóźnienia wynikały z problemów z przestrzeganiem wymogów prawnych. Jak już pisaliśmy na eko.org.pl koncern LEAG przez długi czas nie mógł podać żadnych informacji o stanie zabezpieczenia finansowego przyszłości jeziora. Wynikało to m.in. z tego, że wcześniej koncern Vattenfall sprzedał branżę na ręce LEAG, którego udziały ma czeski koncern EPH, płacący podatki w rajach podatkowych. Teraz to koncern LEAG ma obowiązek rekultywacji wyrobisk. Do dzisiaj nie jest jednak jasne, czy pieniądze na rekultywację zostały zabezpieczone czy nie. Problemy dotykały też przepisów unijnych „Plan w swojej dotychczasowej postaci stoi w sprzeczności z europejskim wymogiem Ramowej Dyrektywy Wodnej odnośnie pogarszania jakości wód” – tak jeszcze w 2017 roku mówił Landowy Urząd d.s. Środowiska.

Koncern Vattenfall, a potem LEAG i EPH obiecywały, że jezioro będzie funkcjonowało już w 2018 r. W lokalnej prasie i na stronie koncernu widzieliśmy inscenizacje samego jeziora, nawet pomimo faktu, że urzędy wciąż nie wydały ostatecznego pozwolenia. Dzisiaj, kiedy wszystko jest już przygotowane do zalania wciąż istnieje ryzyko, że woda – jeżeli w ogóle się pojawi - będzie zanieczyszczona związkami siarki. Taki proces zachodzi m.in. w jeziorze Zenkauer See w podlipskiej „Nowej Zelandii”. Tamtejsze wyrobisko zalewane było od 2007 do 2015 roku, następnie powstała cała infrastruktura turystyczna, ale kwaśny drenaż górniczy postępował i jezioro jest coraz mocniej zanieczyszczane związkami siarki. Znajdujący się w wyrobisku piryt pod wpływem wody i powietrza utworzył bowiem rdzę i kwaśne związki siarki. W efekcie woda w jeziorze ma kolor brązowy a odczyn jest kwaśny. Ten sam problem można też obserwować na niektórych odcinkach rzeki Sprewy i jej dopływów przypominających „rudy ściek”. W przypadku jeziora Zenkauer See podjęto kroki zaradcze. Aby odwrócić trend zakwaszania wrzucane są do jeziora tony sproszkowanego węglanu wapnia. Ma to na celu neutralizację PH. Wiąże się to jednak z potężnymi kosztami i ma dość wątpliwy pod względem ochrony klimatu skutek uboczny – węglan wapnia reagując z kwasem siarkowym daje dwutlenek węgla. I to w niemałych ilościach – na każdą tonę wrzuconego do jeziora węglanu przypada 440 kg CO2.  Rezygnacja z tej „protezy” oznacza jednak ryzyko, że akwen zostanie wypełniony kwasem, a nie wodą. Podobna sytuacja może mieć miejsce w jeziorze w Cottbus połączonym z rzeką Sprewą, z której pochodzi woda pitna dla Berlina czy Frankfurtu.

Co to oznacza dla polskich planów rekultywacji wyrobisk węgla brunatnego oraz  centrów rekreacji poodkrywkowej? Kwaśny drenaż górniczy może postawić pod dużym znakiem zapytania opowieści o błękitnych jeziorach i to szczególnie w przypadku Turowa. Dr Sylwester Kraśnicki, hydrogeolog zwraca uwagę: „Ze względu na budowę geologiczną w regionie Turowa, już obecnie mogą zachodzić reakcje siarczków żelaza z wodą oraz z powietrzem. Oznacza to, że podobnie jak w przypadku jeziora Zenkauer See możemy tam mieć do czynienia z kwaśnym drenażem górniczym i gromadzeniem się w napełnianym wodą wyrobisku kwasu siarkowego i związków żelaza. Z kolei biorąc pod uwagę przepływy wody w Nysie Łużyckiej, z której pochodzić będzie woda dla jeziora, można liczyć, że jezioro będzie zalewane nawet 100 lat. Wtedy powstanie ono raczej w 2150 r, a nie w 2080 roku i na dodatek będziemy mieli jezioro wypełnione rozcieńczonym kwasem siarkowym, a nie wodą. Koncern nie bierze pod uwagę tych ryzyk, ponieważ i tak wykracza to poza horyzont czasowy przedsięwzięcia”.

Bujne lasy i największe jezioro w Polsce

Mimo że jeziora pokopalniane w Niemczech borykają się z poważnymi problemami już na etapie zalewania, a następnie „eksploatacji”, w Polsce wizja „Nowej Zelandii” jest żywa i bez skazy. Wystarczy poczytać zapewnienia koncernów energetycznych o rekultywacji - zawsze są na nią pieniądze oraz wola.

Najczęstszą wybieraną metodą rekultywacji w Polsce jest zalesianie – i tu przynajmniej można liczyć na przewidywalne efekty. Koncern PGE zapewnia nawet, że posadzone na zwałowiskach „lasy” mają „skład gatunkowy znacznie bardziej zróżnicowany niż w lasach sąsiednich” i „doskonale komponują się z górzystym otoczeniem”. KWB Turów, jak czytamy na stronie www, była wielokrotnie wyróżniana w konkursie Polskiej Izby Ekologii w kategorii "Rekultywacja terenów zdegradowanych". W okolicach Bełchatowa powstał z kolei stok narciarski „Góra Kamieńsk”, gdzie można pospacerować i jeżeli nasypią śniegu zimą, to także pozjeżdżać na nartach. Ale PGE celuje wyżej – będzie budowało największe jezioro w Polsce! I chociaż jest to wyzwanie gigantyczne, skomplikowane, ba wręcz niemożliwe (brak wody) to koncern prezentuje to piórem swojej rzeczniczki tak, jakbyśmy już co najmniej za chwilę mieli wskoczyć w strój kąpielowy. Plany zalania wyrobiska w Bełchatowie dotyczą okresu po 2050 r., kiedy – zdaniem PGE -  nastąpi likwidacja wyrobisk poeksploatacyjnych. „Po napełnieniu wodą powstanie zbiornik o pow. ok. 4000 ha. Zmieszczą się w nich nawet 3 miliardy m sześc. wody! Ale największe wrażenie robi maksymalna głębokość jezior - wyniesie ona ponad 200 metrów! Oznacza to, że bełchatowskie jeziora będą niemal dwa razy głębsze od Hańczy, najgłębszego jeziora w Polsce - zapowiada rzeczniczka PGE GiEK.” W innym z kolei artykule czytamy, że „Z pustyń, jakimi są odkrywki, staną się w oazy, w których warto żyć”. Plany te wpisują się jednak w optymistyczny scenariusz pracy całego kompleksu energetycznego. Przypomnijmy, że elektrownia Bełchatów uplasowała się na pierwszym miejscu w rankingu szkodliwych dla klimatu elektrowni w Unii Europejskiej. Dodajmy też, że kondycja finansowa koncernu PGE nie jest najlepsza, a  rekultywacja w kierunku jeziora sugeruje raczej, że koncern przewiduje swoja wypłacalność, także w czasie po eksploatacji (no i wierzymy, że fundusz na rekultywację jest zabezpieczony). Zalewanie odkrywki Bełchatów ze względu na jej objętość może potrwać przynajmniej 120 lat. Skały węglanowe znajdujące się w otoczeniu odkrywki Bełchatów mogą, inaczej niż w Turowie, ułatwić neutralizację kwaśnych związków siarki. Wciąż jednak zachodzi ryzyko obecności w wodach jeziora związków żelaza, manganu. W przypadku jeziora w Bełchatowie, największym problemem będzie sama woda kierowana do wyrobiska. Już dzisiaj województwo łódzkie uchodzi za „pustynię”.

Niemieckie problemy

W łużyckiej prasie lokalnej z początku kwietnia 2020 czytam, że „fani” „Chociebuskiego Morza Bałtyckiego” gromadzą się już koło rurociągu, którym ma popłynąć woda do przygotowywanego pod jezioro wyrobiska. Niestety susza  pokrzyżowała plany. Koncern LEAG chwali się, że woda do jeziora już napływa, ale nie dodaje, że są to raczej podnoszące się wody podziemne niosące siarczany i związki żelaza, a nie woda ze Sprewy. „Już w połowie lat dwudziestych dojdzie do wypełnienia jeziora. Proces rekultywacji zostanie ukończony. Dojdzie do porozumienia człowieka i przyrody” – zapowiada miły żeński głos w filmie reklamowym LEAG. Jak na razie nie doszło nawet do porozumienia administracyjnego, bo wciąż nie są rozwiązane problemy z tytułu jakości wody oraz bezpieczeństwa powodziowego.

Czas płynie, jeziora nie ma a do 2038 roku ma się zakończyć – najpóźniej - wydobycie i spalanie węgla w Niemczech. To nie jest bez znaczenia, ponieważ wtedy szantaż koncernu EPH, który ma udziały w LEAG może zostać zrealizowany – my kończymy wydobycie, a wy, czyli podatnicy, zajmijcie się rekultywacją.  Z zeszłorocznego raportu dotyczącego nieprawidłowości przy sprzedaży branży węgla brunatnego wynika, że region Łużyc, który pilnie wymaga transformacji może przeznaczyć teraz publiczne środki na sprzątanie po wydobyciu prowadzonym przez czeski koncern. Władze landowe będą musiały teraz uniknąć najgorszego czyli np. niewypłacalności firmy EPH.  W takich warunkach oraz w kontekście suszy, jezioro w Cottbus może być zalewane przez dziesiątki lat, w trakcie których będzie dochodziło do kwaśnego drenażu. Wtedy koncern EPH już dawno nie będzie wydobywał węgla na terenie Łużyc i jest wysoce prawdopodobne, że rekultywacją jeziora z rozcieńczonym kwasem siarkowym zajmie się podatnik. To wszystko może już dzisiaj być przestrogą dla Polski. My nie mamy takich pieniędzy jak Niemcy, a do tego do zalewania tych hipotetycznych jezior dojdzie już w czasie pogłębionego kryzysu klimatycznego. Jeziora w Turowie czy Bełchatowie, koloryzowane dzisiaj w reklamowych prospektach, mogą się wtedy okazać skokiem na główkę do suchej dziury, a do tego skokiem na publiczne pieniądze.

Hanna Schudy

Źródła:

https://www.leag.de/de/geschaeftsfelder/bergbau/cottbuser-ostsee/
https://kwbturow.pgegiek.pl/Ochrona-srodowiska
http://nettg.pl/news/157241/pge-giek-posadzila-blisko-47-mln-drzew
https://www.youtube.com/watch?v=Td5Sci_Acsg
https://www.money.pl/gospodarka/niemcy-chca-skonczyc-z-weglem
http://eko-unia.org.pl/wp-content/uploads/2019/02/Oddzia%C5%82ywanie-na-wody_SK.pdf
http://eko.org.pl/odkrywki.php?dzial=4&kat=16&art=394
https://www.lvz.de/Region/Markkleeberg/Bergbauseen-sind-zu-sauer-Schiff-bringt-Kalksteinmehl-ins-Wasser
https://www.kein-tagebau.de/index.php/de/rundbriefe/475-rundbrief-vom-2-april-2020
https://www.stefanschroeter.com/1448-vattenfalls-rekultivierungsgelder-und-leags-barmittel.html
https://lodz.tvp.pl/47497192/pola-obrocily-sie-w-pustynie-susza-w-wojewodztwie-lodzkim

Popularne Artykuły

27 marzec 2020

Czesi o rozbudowie odkrywki Turów

Czeskie media szeroko komentują temat  odkrywki Turów. Czeskie media szeroko komentują plany rozbudowy i przedłużenie koncesji kopalni odkrywkowej w Turowie. Podkreśla się, że odkrywka...
08 październik 2020

Czy Polskę czeka Trybunał Sprawiedliwości za nierentowną odkrywkę?

Czechy przesłały do Komisji Europejskiej skargę w związku z rozbudową polskiej kopalni węgla brunatnego Turów. To furtka umożliwiająca zaskarżenie Polski do Europejskiego Trybunału Sprawiedl...
08 czerwiec 2021

Pieniądze dla Czechów czy na odejście od węgla?

Czas na plan sprawiedliwej transformacji - program osłonowy dla Bogatyni i regionu zgorzeleckiego 5 mln euro dziennie do czasu zaprzestania wydobycia w odkrywce Turów na granicy polsko-czes...

O Nas

Nasze organizacje wspólnie przeciwdziałają rozbudowie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego Turów w Polsce, dla dobra lokalnych społeczności, przyrody i klimatu. Wspieramy działania obywatelskie podejmowane przez społeczność międzynarodową na styku Czech, Niemiec i Polski. Dążymy do tego, aby zależna od węgla brunatnego Bogatynia weszła na ścieżkę transformacji energetycznej, gospodarczej i społecznej.

Fundacja Rozwój TAK Odkrywki NIE | Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.